Obnażam się....

Nie, nie.... Nie zmieniłam profilu bloga na pornograficzny i nie będzie tu tego typu zdjęć ;)
Obnaże się przed Wami duchowo, zrzucę ciężar przyczyn nieobecności na blogu.
Zainteresowanych zapraszam do dalszej części posta.

Od kilku miesięcy życie na blogu było jakby wymuszone. Pojedyncze posty, umieszczane bardzo rzadko. Wszystko zaczęło się 17 listopada...
Wizyta u położnika w celu kontroli. "Ciąża wysoce zagrożona, Pani nerka bardzo obciążona, konieczne zwolnienie. Proszę sie nie denerwować, bo skoki ciśnienia moga spowodować, że płód obumrze".
No ok. W pracy wiedzą, zastępstwo załatwione. A studia? Poszła rezygnacja, wrócę kiedy indziej, dziecko najważniejsze.
Godziny bezczynnego siedzenia w domu i rozmyslań. Będzie dobrze, chyba....
2 grudnia. Jedziemy na prenatalne. "Przeźierność za wysoka, poczekamy na wynik Pappa, zalecałbym amniopunkcję".
Nie no gdzie tam, Wiki jest zdrowa, tez mieliśmy prenatalne i było ok. Wizyta u genetyka 31 grudnia. S. jedzie za granicę, wróci akurat na święta na wyniki będzie ze mną. 
12 grudnia. "Witam! Z tej strony X połozna z Kliniki. Proszę 15 grudnia przyjechać na wizytę do genetyka. Konieczne jest podjęcie dalszych działań, gdyż wyniki nie sa najlepsze."
No i zaczął się ryk.... Męża nie ma. Nie chcę plątać rodziny, znajomych, bo nie chcę współczucia, itp. Pojadę sama. 
15 grudnia. Minuty w poczekalni to wieczność. Moja kolej. "Prognozowane wyniki nie wyszły dobre. Przykro mi. Wysokie prawdopodobieństwo obciążenia Zespołem Downa, Zespołem Pataua, Zespołem Edwardsa. Zalecam amniopunkcję. Proszę się nie martwić, może ten zabieg wykluczy choroby. Czasem tak się zdarza."
Dodatkowa kontrola i gin. "Wszystko wygląda ok, ale przy zmianach genetycznych wychodzi zakłamany obraz USG. Proszę się nie martwić. Jednak zalecam zastanowienie się, co zrobi Pani po wynikach amniopunkcji. Jeżeli będzie źle, zalecałbym terminację, gdyż jeżeli płód nie przeżyle do porodu, będzie to sporym zagrożeniem dla Pani organizmu. Przepraszam, muszę o tym poinformować. Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze".
Dobrze, że jechałam autobusem, bo nie wiem jakby mój powrót do domu skończył się gdybym miała prowadzić. TZ wraca pod koniec tygodnia. Cztery dni płaczu, czytania o chorobach, najczarniejsze mysli. Czy będę mogła zrobić Maluszkowi pogrzeb, gdzie go pochowamy, jak wytłumaczę to Wiki, jak ja sobie z tym poradzę... DLACZEGO!? Termin amniopunkcji przed świętami.
20 grudnia, godz 5.30. Nie śpię. Słysze klucz w zamku. S. wrócił. Cieszę się ale dalej płaczę. "Dlaczego to nas spotyka?", "Kochanie nie martw się, wszystko będzie dobrze"
23 grudnia. Jedziemy na amniopunkcję. Boję się, choć biopsji miałam juz kilka w życiu. W gabinecie lekarz i pielęgniarka próbują mnie rozluźnić, bo widzą, że cała się trzęsę... Pierwsze wkłucie. "Ałć!" Jeszcze igła się zapchała moimi komórkami z powłok brzusznych i płyn owodniowy nie leci. "Ukłujemy drugi raz." To już bolało. "Proszę na siebie uważać. Pani organizm jest bardziej obciążony, proszę leżeć przez ok 7 dni. Wynik za 3 tygodnie. Wesołych świąt!"
Po wyjściu z kliniki zemdlałam. TZ zatargał mnie do auta. Jedziemy do domu. "Połóż się. Podac Ci coś?", "Wyjdź! Chcę zostac sama!"," Ok, to odpoczywaj"
Święta. Wigilia u mamy. Wie o zabiegu. Wstałam na kolację i poszłam leżeć. Zero radości, taka wymuszona, żeby Wiki nie martwić. 
I tu zaczął się najgorszy okres.... Czytanie w intrnecie, nerwowość, zmiany nastroju, bezsenność, stany depresyjne. Oj Mąż ma ze mną ciężko. Przechodzenie ze śmiechu w płacz, zamykanie się w pokoju, chcę umrzeć to już bez sensu.... "Będzie dobrze, mówię Ci będzie dobrze!"
9 stycznia. Kontrola u gin. "Dziecko ładnie rośnie. Łożysko nisko osadzone, wróciło ryzyko poronienia. Proszę na siebie szczególnie uważać. Kolejna wizyta 27 stycznia, już będą wyniki amnio to zobaczymy co dalej"
Mam dość! Czy nie może być normalnie?! Czy ciągle coś musi być nie tak?!
12 stycznia. Wracam z TZ z mojej pracy. Zawieźliśmy zwolnienie. Ja sama nie mogę prowadzić ze względu na zawroty głowy. "No i jak się czujesz? Jak Maluch? No jeszcze trochę i będziecie z wózkiem jeździć"
W aucie ryk. Nadal nie mamy wyników.
Ostatnie skrzyżowanie przed domem. "Buuuum!" Jakiś idiota właśnie rozbił mi auto. Ciśnienie miałam takie, że miałam ochote go zabić. On zaczął przepraszać a ja tylko martwiłam się czy zaraz nie złapią mnie skurcze. Płacz zmieszany ze złością. Mam już qwa dość!
TZ pojechał odebrać swoje auto od mechanika. Jest juz późno ale zaloguje się na serwer kliniki, może będą już gotowe, choć mają być za dwa dni. Jeja jak to długo się loguje.... Zielona kropeczka przy wyniku. Gotowy! Otwierać czy czekać na S.? Otwieram, bo nie wytrzymam... 
"Natalia..... Wynik amniopynkcji. ....Badanie chromosomalne...."
"Mamo czemu płaczesz, źle się czujesz?"
"KARIOTYP PRAWIDŁOWY MĘSKI"
Płacz, telefon do TZ. "Będziemy mieli zdrowego synka!" :)
"Widzisz mówiłem, trzeba było słuchać Męża ;) "
Poczułam jakby spadło ze mnie 50 kg. Od razu wróciła mi radość życia. Teraz będzie już tylko dobrze, muszę tylko na siebie uważać. 


To ostatnie zdjęcie USG z 2 grudnia. Nasz Maluszek, nasz synek jest już dużo większy. Kolejna wizyta 27 stycznia.


Mam nadzieje, że Was nie zanudziłam.
Przepraszam wszystkich, których zawiodłam nieobecnością na blogu, ale nie miałam do tego siły ani ochoty. Teraz będzie już lepiej :)

NATIblog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka