Z pamiętnika mamy: Minęło 9 miesięcy

Na blogu zapadła cisza. Spokojnie, niedługo się to zmieni. 
Zakończyło się nasza 9 miesięcy oczekiwań. Jak wyglądało to ze strony mamy? 
Zapraszam na dalszą część posta :)

Ciąża to fantastyczny okres w życiu każdej kobiety. Ta więź, która łączy matkę i dziecko, które nosi pod sercem jest niesamowita. Na pewno każda mama może to potwierdzić. Od pierwszych chwil zaczyna się bezgraniczna miłość, która rośnie z każdym dniem. Tak było też w naszym przypadku.
Po ponad 4 latach od urodzenia się córki zdecydowaliśmy się na drugie dziecko. Decyzja trochę odwlekana z powodów podstawowych jak praca itp, ale również ze względu na moje zdrowie, dla którego stan błogosławiony jest ogromnym obciążeniem a zarazem zagrożeniem. Jednak czasem instynkty rodzicielskie i przywiązanie do rodziny zwyciężają.

9 października 2014 na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski. Dla mnie to było najcudowniejsze uczucie pod słońcem. O "relacjach brzuszkowych" możecie przeczytać TU #1TU #2TU #3TU #4.
Ale żeby nie było ciąża to nie same ochy i achy ;) Tysiące myśli, masa trosk, zmartwień. Uporczywa zgaga, problemy ze snem, bóle kręgosłupa i różne inne ciekawostki, dzięki którym chwilami miałam już dosyć i prosiłam Malucha, żeby już wychodził :) 

Dnia 1 czerwca 2015r, przez cesarskie cięcie przyszedł na świat nasz wyczekiwany synek Patryk. Duży z niego chłopak. Przy przyjściu na świat miał 57cm długości i ważył 4,25kg. 
Zabieg został wykonany ze względu na rozpoczynającą się u mnie rzucawkę (spowodowaną wysokim ciśnieniem). Przeszłam go ciężko, jak i pierwsze dni w szpitalu.  Teraz jednak jest wszystko ok i jesteśmy wszyscy w domu :) Niestety ze względu na moje zdrowie nie mogę karmić małego, więc jest na mleku modyfikowanym. Wiem, że są to produkty dla dzieci więc staram się tym zbytnio nie przejmować i cieszyć się z pełnej rodzinki.

Mąż i córka dumni. Mały daje nam popalić ;) niestety póki co woli aktywność w nocy niż w dzień i chodzimy z mężem jak zoombie. Tatuś dużo mi pomaga i wiem, że już niedługo dojdziemy do "wprawy" w nowej sytuacji. Niby mieliśmy już jedno dziecko, ale Wiki ma 5 lat i naprawdę jest tak dojrzałą i samodzielną dziewczynką, że przestaliśmy odczuwać jakikolwiek "dyskomfort" z obowiązku rodzicielstwa. Teraz też się uda, a Wam będę relacjonować jak wygląda moje mamuśkowe życie :)  

  



NATIblog © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka